„Przesadzasz? Zamieniłeś ich pokój w jaskinię gracza, a nasze dzieciaki wygnałeś na podłogę, jakby to była jakaś nocka w magazynie! Nie było mnie siedem dni, a ty już zapomniałeś, jak być rodzicem!”
Przewrócił oczami i znowu sięgnął po kontroler. Zabrałem mu go, zanim zdążył go dotknąć.
„Idź i połóż chłopców do łóżek. Już. ”
„Ale byłem w trakcie—”
„TERAZ, Marku.”
Narzekał, ale posłuchał. Patrzyłam, jak niezgrabnie podnosi Tommy’ego i niesie go do łóżka, jakby odrabiał pracę domową. W tym czasie przytuliłam Alexa, otarłam mu kleks z policzka i delikatnie go utuliłam. Serce mi lekko pękło.
Patrząc na nich obu, uświadomiłem sobie coś:
Jeśli Mark chciał zachowywać się jak dziecko, to może nadszedł czas, abym zaczął go tak traktować.
Następnego ranka mój plan ruszył pełną parą.
Kiedy był pod prysznicem, odłączyłam konsolę, schowałam pilota do telewizora i wyrzuciłam śmieciowe jedzenie. Potem zabrałam się za pracę nad moim arcydziełem: błyszczącą, kolorową tabelą obowiązków , która doprowadziłaby przedszkolaka do płaczu z radości.
Kiedy wszedł do kuchni, już tam byłam i uśmiechałam się szeroko.
„Dzień dobry, kochanie! Zrobiłam ci śniadanie!”
Wyglądał podejrzanie. „Czemu się tak uśmiechasz?”
Postawiłam przed nim talerz: naleśnik z Myszką Miki, jagodowymi oczami i bananowym pyskiem. Jego kawa była w jaskrawożółtym kubku-niekapku.
„To żart?” – zapytał, gapiąc się na talerz.
„Nie. Jedz! Wielki dzień przed nami, mistrzu!”
Po śniadaniu pokazałam mu tabelę obowiązków przyklejoną do lodówki za pomocą liter magnetycznych.
„Ta-da! Ma wszystko: naczynia, odkurzanie, sprzątanie twoich „zabawek” – co w twoim przypadku oznacza wszystkie te gadżety.”
„Nie mówisz poważnie.”
„Och, mówię całkiem poważnie. Chcesz czasu ekranowego? Zapracuj na swoje gwiazdki”.
Przez cały tydzień się angażowałem. Wyłączyłem Wi-Fi punktualnie o 21:00. Jego posiłki były na plastikowych talerzykach z przegródkami. Pokroiłem mu kanapki w kształty dinozaurów. Rozdałem nawet złote gwiazdki.
Kiedy się skarżył, mówiłam: „Używaj słów, kochanie. Duzi chłopcy używają słów”.
Każdego wieczoru dawałam mu szklankę mleka i czytałam „Dobranoc, Księżycu”.
A co jeśli zachowywałby się niewłaściwie?
Przerwa. Na kanapie. Z timerem.
Piątego dnia Mark był już w rozsypce. Szóstego dnia znowu zaczął krzyczeć o Wi-Fi i został natychmiast „uziemiony” – bez telefonu przez 24 godziny.
Siódmego dnia w końcu się załamał.
„Sarah” – jęknął. „Proszę. Rozumiem. Myliłem się. Zachowałem się samolubnie. Już tego nie zrobię”.
Uroczyście skinąłem głową. „Przeprosiny przyjęte. Ale jest jeszcze jedna sprawa…”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.