Wróciłam do domu i zastałam moje dzieci śpiące na korytarzu — to, w co mój mąż zamienił ich sypialnię, gdy mnie nie było, wprawiło mnie w szał.

Moja stopa zahaczyła o coś miękkiego i nierównego.

Zapaliłam światło na korytarzu i o mało nie krzyknęłam.

Moi chłopcy spali twardo, zawinięci w koce na drewnianej podłodze, ale z brudnymi twarzami i krzywo ułożonymi poduszkami. Wyglądali, jakby właśnie wrócili z biwaku na złomowisku.

„Co do—?”

Przykucnąłem obok nich, sprawdzając, czy nie mają siniaków, gorączki, niczego. Byli cali… tylko brudni. I kompletnie nieprzytomni. Ale co, do cholery, robili tutaj, zamiast leżeć w łóżkach?

Przeszedłem nad nimi i wpełzłem głębiej, nie chcąc ich budzić, dopóki nie uzyskam odpowiedzi. To, co zobaczyłem, to… chaos.
Salon wyglądał jak dom studenckiego bractwa nastolatków. Puste pudełka po pizzy, wszędzie porozrzucane puszki po napojach, lepka łyżka przyklejona do pojemnika z roztopionymi lodami na poduszce kanapy. Zepsuta ciężarówka-zabawka w kącie. Pokruszone chipsy na podłodze. Ani śladu Marka.

Przeszłam przez dom z niedowierzaniem. Nasza sypialnia była nietknięta, łóżko wciąż pościelone. Samochód Marka stał na zewnątrz, więc gdzie on był?

Potem coś usłyszałem.

Stłumiony odgłos uderzenia z korytarza. Z pokoju chłopców.

Na palcach ruszyłam w stronę drzwi, a przez głowę przelatywały mi wszystkie najgorsze scenariusze. Czy był ranny? Ktoś się włamał? Czy wydarzył się jakiś dziwny wypadek?

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.