Powoli otworzyłem drzwi i zamarłem.
Mark stał pośrodku tego, co mogę opisać jedynie jako Gamer Disneyland. Słuchawki na uszach, kontroler w dłoni, aureola diod LED zalewała pomieszczenie pulsującymi kolorami. Po jednej stronie chwiała się góra puszek po napojach energetycznych. Po drugiej stronie papierki po przekąskach, niedojedzony sandwicz i paczka żelków-robaków.
Pokój chłopców przeszedł całkowitą metamorfozę. Ich dwa pojedyncze łóżka zostały odsunięte na bok, zastąpione gigantycznym pufem i ogromnym płaskim telewizorem. W kącie brzęczała minilodówka. Okno zasłaniał plakat z Fortnite.
A oto mój mąż — całkowicie pochłonięty grą.
„Mark” – warknąłem, zrywając mu słuchawki z głowy. „Co tu się, do cholery, dzieje?”
Zamrugał, oszołomiony. „Och. Hej, kochanie. Wróciłaś wcześniej do domu”.
„Wcześnie? Jest północ. Dlaczego nasze dzieci śpią na podłodze w korytarzu?”
Podrapał się po głowie, próbując przetworzyć pytanie. „Och. Tak. Powiedzieli, że chcą rozbić obóz. Jakąś fajną przygodę”.
Spojrzałem na niego gniewnie. „Nie biwakują. Leżą na brudnej podłodze bez opieki, a ty zajmujesz ich pokój, żeby pograć w Call of Duty”.
Wzruszył ramionami. „Podobało im się. Dałem im pizzę i pozwoliłem im posiedzieć do późna. Było w porządku”.
„Nie, nie ma sprawy” – warknęłam. „A co z myciem zębów? Co z rytuałami przed snem? Kąpielami? Czystą poduszką?”
„Sarah, uspokój się” – mruknął. „Oni żyją. Przesadzasz”.
To był moment, w którym pękłem.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.